WIESZCZE NIESPOKOJNE*, CZYLI... O TYM, JAK PISARZE PIJĄ, PALĄ I HOT WINGS JEDZĄ

 

"Co nie jest biografią — nie jest w ogóle"
Stanisław Brzozowski

 

KLUB AA:  ALKOHOLICY I ABSTYNENT

Literatura neutralizuje stereotypy, ale - trawestujac kultową scenę z filmu "Co mi zrobisz, jak mnie złapiesz" (reż. Stanisław Bareja) - można by rzec, iż w zbiorowej świadomości tkwi przekonanie, że "każdy pisarz to pijak". No bo przecież na bani pisali: Faulkner, Joyce, Nabokov, King, Capote, Jerofiejew, Lowry, London, Poe, Baudelaire (Upijajcie się! to tytuł poematu prozą z „Paryskiego spleenu”), Chandler (Alkohol jest niczym miłość: pierwszy pocałunek jest magiczny, drugi intymny, trzeci - rutynowy), Hrabal (Kto chce żyć w Europie Środkowej, nie może wytrzeźwieć) i... setki innych, mniej i bardziej znanych.

Nabokov preferował whiskey, Chandler - gimlet (połączenie ginu i soku z limonki), Faulkner - mint julep (whiskey z wodą, cukrem, lodem i pokruszonymi listkami mięty). Z kolei ulubioną mieszanką Bukowskiego - jednego z najpopularniejszych pisarzy drugiej połowy XX wieku - był kufel jasnego piwa, do którego wlewa się whisky. Razem z kieliszkiem. Nie, Bukowski nie był Polakiem (Amerykaninem niemieckiego pochodzenia), ale złośliwi mówią, że... pił, jakby był.

Ależ to musi być frajda być naprawdę wybitnym pisarzem, nawet jeśli na końcu czeka nas romans ze strzelbą. Nietrudno się domyśleć, że adresatem tej osobliwej laudacji (autorstwa Bukowskiego) był miłośnik boksu, kobiet i alkoholu - Ernest Hemingway, który w literaturze osiągnął wszystko, w tym nagrodę Nobla (1954). Zgnieciony w  imadle nałogu, zakończył życie, strzelając sobie z ulubionego sztucera w głowę. Inna ikona amerykańskiej literatury - Jack Kerouac zwykł mawiać: "Jestem katolikiem i nie mogę popełnić samobójstwa, ale planuję zapić się na śmierć." Słowa dotrzymał…

W jednej z końcowych scen komedii Juliusza Machulskiego "Seksmisja" bohaterowie - przypadkiem ocaleni w sfeminizowanym świecie - znajdują pustą butelkę po winie. Wówczas Maks (grany przez Jerzego Stuhra) radośnie oznajmia Albertowi (Olgierd Łukasiewicz): "Nasi tu byli!". I w rodzimej literaturze bez trudu odnajdzienmy tych, którzy nie wylewali za kołnierz: Hłasko, Wojaczek, Andrzejewski, Herbert (wystarczą mi D.W.P. - dziwka, wódka i papierosy), Gałczyński, Pilch, Reymont, Żulczyk, Broniewski (Bro­niew­ski je­stem. Polak, ka­to­lik i al­ko­ho­lik), a nawet "czwarty wieszcz" - Norwid. Nałóg tego ostatniego - dziwaka i flejtucha - uwiecznił Czesław Miłosz w poemacie satyrycznym "Toast":

Cóż robić? Znów jest w kuchni ten… ten malarzyna.
Józefie! Weź dla pana Norwida litr wina.

Jednak nie wzdychajmy protekcjonalnie, ale ze smutkiem zaakceptujmy fakt, że artyści często w depozycie trzymali nie tylko papiery wartościowe własnego talentu, ale i opróżnione flaszki. Naiwnie jedynie możemy (zresztą nie tylko my, bo i Kochanowskiemu się wyrwało: Znał kto kiedy poetę trzeźwiego? ) zapytać: "Można pisać i nie pić?". Można, bo np. gdy całe środowisko artystyczne Młodej Polski zalewało się w trupa, Wyspiański pozostawał abstynentem. Autor niezapomnianej frazy z "Wesela": Chopin gdyby jeszcze żył, toby pił, zdecydowanie wolał kawę, bo...

GENIUSZ TO 1% NATCHNIENIA I  99% KAWY!

Pisarz - rodzaj męskoosobowy, liczba pojedyncza, rzeczownik. Osobliwy organizm, zdolny przekształcić kofeinę w książki. Ikoniczną personifikacją tej definicji jest francuski prozaik Honoriusz Balzak, który wielokrotnie przyznawał, że konsumuje bardzo dużo kawy (ok. 50 filiżanek dziennie), jak najmocniejszej i z jak najmniejszą ilością wody. Prawdopodobnie pił on ulubiony w I połowie XIX wieku napój paryżan - przypominający dzisiejsze espresso - demitasse café. W dużej mierze dzięki temu nałogowi udało mu się napisać, mający liczyć 137 pozycji, legendarny cykl utworów "Komedia ludzka" (ale i tak daleko mu do J. I. Kraszewskiego, który w ciągu 57 lat napisał 232 powieści! Ten z kolei cierpiał na bezsenność). Antoni Sygietyński - ceniony u schyłku XIX wieku krytyk literacki - pisał, że Balzak "pracując po dwanaście godzin z rzędu, przy dwunastu świecach i po litrze czarnej kawy, tracił (...) poczucie rzeczywistości tak dalece, że po dwu miesiącach nie poznawał ulic, a swoich bohaterów traktował jak istoty żyjące naprawdę". Bez wątpienia kofeinizm przyczynił się do śmierci pisarza. Balzak zmarł w wieku 51 lat, oczywiście na serce.

O kawie w polskiej literaturze chyba po raz pierwszy wspomniał barokowy mistrz Jan Andrzej Morsztyn, ale pisał o niej z nieukrywanym obrzydzeniem (Napój, jak brzydka trucizna). Z kolei miłośnikiem kawy był Mickiewicz, który wspaniały opis czarnego naparu dał w II księdze "Pana Tadeusza". Tak, wiem, wszyscy znają, ale przypomnijmy:

Jest do robienia kawy osobna niewiasta,
Nazywa się kawiarka; ta sprowadza z miasta
Lub z wicin bierze ziarna w najlepszym gatunku,
I zna tajne sposoby gotowania trunku,
Który ma czarność węgla, przejrzystość bursztynu,
Zapach moki i gęstość miodowego płynu.

Nic dziwnego, że Mickiewicz na łożu śmierci poprosił o kawę. Z koniakiem.

HERA, KOKA, HASZ, LSD

Kilkanaście lat temu Doda wywołała medialny skandal stwierdzeniem, że Biblię "spisał jakiś tam napruty winem i palący jakieś zioła". Sąd skazał ją na 5 tys. zł grzywny za obrazę uczuć religijnych, ale prawdą jest, że psychodeliki mają związek z różnymi wierzeniami, a ludzkość zna je "od zawsze" (np. skutki działania opium można odnależć na sumeryjskich tabliczkach pochodzących z około 3000 roku p.n.e). Jak zauważa współczesna badaczka kultury Ewa Kulpa: "Wizje halucynacyjne, podobnie jak sny uważano niegdyś za uprzywilejowane stany świadomości, do których osiągnięcia dążono poprzez specjalne praktyki duchowe, takie jak medytacja albo też odosobnienie bądź przyjmowanie substancji psychoaktywnych".

Ostatnie dekady XIX wieku (belle epoque) przyniosły wzrost popularności środków odurzających. Bardzo modna w kręgach europejskiej cyganerii artystycznej była morfina (zażywał ją nawet Juliusz Verne). Nasza bohema - Stanisław Przybyszewski, Tadeusz Miciński czy Kazimierz Przerwa-Tetmajer - gustowała szczególnie w haszyszu i opium (Opium - jedyny to przedsmak edenu - wzdychał modernistyczny poeta Antoni Lange).

Opium nie było obce także romantykom. Konstanty Gaszyński w jednym z listów donosił: „Był już [Słowacki] wówczas bardzo mizerny, w ciągłej gorączce, gdyż jak mówiono, zażywał opium". (W XIX wieku było ono stosowane jako środek łagodzący objawy gruźlicy, na tę chorobę cierpiał poeta). Bywa, że literatura anihiluje biografię autora. W twórczości Słowackiego odnajdziemy echa narkotycznych eksperymentów, np. tytułowy bohater powieści poetyckiej "Lambro" nie może uwolnić się od „napoju z makowej rośliny,/ Co śmierć sprowadza”. Sam Słowacki jako pamiątkę z podróży na Wschód przywiózł fajkę do palenia opium i haszyszu. (Pochwalił się tym nawet w liście do matki z czerwca 1837r.). Ale w tym przypadku talent poetycki nokautuje anarchię informacji i płynących z nich histerycznych domysłów, bo incydentalne kontakty z halucynogennymi substancjami nie zmieniają faktu, że Słowacki, mówiąc Gombrowiczem, wielkim poetą był!

Przy okazji warto przestrzec przed „Encyklopedią polskiej psychodelii” Kamila Sipowicza, którego aroganckie interpretacje są w gruncie rzeczy reprodukucją uczniowskiego banału: "Nie no..., ten to pisał, jakby ćpał".  I tak w "Wielkiej Improwizacji" z III części „Dziadów” autor dopatruje się opisu narkotycznego "bad tripa" (halucynacje, urojenia, amplituda emocji, napady paniki). Natomiast analizując II cz. "Dziadów" "odkrywczo" zauważa: „Makabryczno-komiczne wizje guślarza są typowe dla upojenia roślinnymi substancjami psychodelicznymi”. Na szczęście chłód wiedzy skutecznie neutralizuje rozgorączkowaną wyobraźnię Sipowicza. Owszem,  Mickiewicz był nałogowym palaczem, ale...  fajki.  Nabitej tytoniem. Nie popadajmy więc w poznawczą pychę i nie fantazjujmy o zaćpanych wieszczach.

Rozwój nauki przyniósł nowe specyfiki. W poszukiwaniu "sztucznych rajów" w XX wieku pomocne zaczęły być amfetamina, heroina, kokaina, LSD. Pod wpływem tej ostatniej substancji Ken Kesey napisał powieść  "Lot nad kukułczym gniazdem" (której sławę przyniosł film Miloša Formana z genialną rolę Jacka Nicholsona),  Stephen King z powodu uzależnienia od kokainy nie pamiętał kilku swoich książek (Jack Torrance z powieści "Lśnienie" to alegoria jego zmagań z nałogiem), Jean Paul Sartre - laureat literackiej Nagrody Nobla - pisał pod wpływem amfetaminy, dlatego jego rękopisy pełne są urwanych zdań (ich dalszy ciąg znajdował się już poza kartką).

Dla Stanisława Ignacego Witkiewicza (malarz, dramaturg, fotograf, teoretyk sztuki XX-lecia międzywojennego) narkotyki miały podobne działanie jak sztuka, filozofia i religia: łagodziły tragizm jałowej egzystencji. Witkacy - patologiczny nihilista - jest zresztą autorem zbioru esejów pt. „Narkotyki” (pierwsze wydanie nosiło tytuł „Nikotyna. Alkohol. Kokaina. Peyotl. Morfina. Eter + Appendix”), książkę napisał wcale nie po to, by chełpić się swoimi doświadczeniami, lecz - jak twierdził - dla pieniędzy. (Przedwojenne recenzje "Narkotyków" zostały zebrane przez Tomasza Pawlaka w tomie prowokacyjnie zatytułowanym... "Pierwsza książka abstynencka, która nie jest nudna").

 Stanisław Ignacy Witkiewicz, Portret Neny Stachurskiej (Odwilż twarzy), 1920, pastel na papierze, Muzeum Pomorza Środkowego w Słupsku, Wikimedia Commons

Choć Witkiewicz przez wiele lat eksperymentował z peyotlem (jego głównym składnikiem psychoaktywnym jest meskalina), a na swoich obrazach często umieszczał osobliwe zapiski o wpływie "dopalaczy" na końcowy efekt (np. Eu – eukodal, Et – eter, Co – kokaina,  Cof. - kawa, Pyfko - piwo), to przyznawał, że jedyną używką, od której się uzależnił był... tytoń.

DO SŁOWACKIEGO NIE MAM NIC. NAWET SZACUNKU**

Adam Mickiewicz
miał wydatne rysy twarzy
nos małe oczy
na głowie nosił grzywę
siwych włosów
jak aureolę
usta miał odęte
pogardliwie
T. Różewicz, Nasz Wieszcz Adam

Juliusz Słowacki
miał duże czarne
jak śliwki węgierki oczy
długi nos
poczerniałe zęby
wąsik
żółtawą cerę i kędziory
T. Różewicz, Jul Słowacki

Mickiewicza i Słowackiego różniło niemal wszystko. Niedbający o ubiór abnegat (Mickiewicza z powodu niechlujnego stroju wzięto pewnego razu za lokaja) i modny europejski dandys, parias z trudem wiążący koniec z końcem i wytrawny inwestor giełdowy (zyski Słowackiego z operacji finansowych były znacznie wyższe niż przychody ze sprzedaży książek***), magnetyzujący uwodziciel (zwłaszcza mężatek) i maminsynek, dla którego kobiety były "siostrami".

Konflikt wieszczów zapoczątkowany został nonszalancko rzuconą przez Mickiewicza dygresją o młodzieńczej poezji Słowackiego: jest to gmach piękną architekturą stawiony, jak wzniosły kościół – ale w kościele Boga nie ma… Autor "Kordiana" w odwecie, po lekturze "Pana Tadeusza", zanotował w swoim dzienniku jadowitą uwagę: "Cały Tadeusz jest ubóstwieniem wieprzowatości życia wiejskiego" (dopiero wiele lat później w "Beniowskim" napisze: Jednak się przed tym poematem wali/Jakaś ogromna ciemności stolica).

Wzajemna niechęć poetów zaogniła się, gdy Mickiewicz w III cz. "Dziadów" sportretował ojczyma Słowackiego, doktora Bécu, jako zdrajcę i carskiego sprzedawczyka. Ponoć za tę zniewagę Słowacki domagał się pojedynku („Skorom przeczytał... chciałem się koniecznie strzelać z nim”). Doszło  do niego kilka lat póżniej. Na szczęście -  tylko słownego. I tak Boże Narodzenie 1840 roku przeszło do historii literatury polskiej jako pierwszy "beef" (to tak  jakby dzisiaj w słowne szranki stanęli - "toutes proportions gardées" - Mata i Taco Hemingway). W paryskim mieszkaniu Eustachego Januszkiewicza (wydawcy i księgarza) Słowacki wygłosił piękną mowę, ale to Mickiewicz improwizując, zrobił piorunujące wrażenie i doprowadził do łez słuchaczy (w tym Słowackiego). Pewnie to zasługa poetyckiego geniuszu słowiańskiego barda, ale po części także ilości wypitego wina, bo - jak wspominali świadkowie - niedawni antagoniści "jak bracia ściskali się, opowiadając sobie przeszłe zatargi". Echo tego wydarzenia pobrzmiewa w poemacie "Beniowski" Słowackiego:

Bądź zdrów! – A tak się żegnają nie wrogi,
Lecz dwa na słońcach swych przeciwnych – Bogi.

Ta pojednawcza retoryka znalazła niestety swój epilog podczas jednego ze spotkań w sekcie religijnej założonej przez charyzmatycznego przywódcę Andrzeja Towiańskiego - Koło Sprawy Bożej. Należeli do niego zarówno Mickiewicz, jak i Słowacki. Na jednym z zebrań Towiańczyków (było to dokładnie 29.11.1844 r., a więc w rocznicę wybuchu powstania listopadowego) Mickiewicz oburzony drwiną ze strony autora "Balladyny", zaciągnął go za drzwi i „wypędził słowami: Paszoł won, durak!”.

Na ironię zakrawa fakt, że prochy Słowackiego, sprowadzone do Polski w czerwcu 1927r.,  na odcinku Gdańsk – Warszawa były transportowane statkiem… „Mickiewicz”.

 ANDRZEJ GOŁOTA W KFC

W 2003 roku Wisława Szymborska obchodziła 80. urodziny. Z tej okazji otrzymała od przyjaciół tomik poezji zatytułowany "Sobie a guzom". Na okładce jako autor wierszy widniał... Andrzej Gołłota (w rzeczywistości książka została zredagowana przez krakowskiego poetę Bronisława Maja). Znalazł się tam m.in. utwór "Który skrzywdziłeś boksera prostego/ śmiechem nad klęską jego wybuchając....". W ten sposób znajomi Szymborskiej zażartowali z  jej wieloletniej fascynacji Andrzejem Gołotą, bo poetka oglądała każdą walkę polskiego boksera (aby później przyjmować kondolencje z powodu przegranej jej idola). Po śmierci autorki "Nic dwa razy" Gołota (tym razem ten prawdziwy) napisał dla niej krótki "wiersz": 

Braknie mi Ciebie w moim narożniku
mimo że nigdy nie stąpałaś po ringu.
Pozostaną wiersze. "Dziękuję" to za mało...

Bokser przysłał też na pogrzeb Szymborskiej (mieszkał w USA) wieniec z 89 białych róż, bo tyle lat w roku śmierci (2012) skończyłaby noblistka .

Szymborska była wielką fanką kiczu, telewizyjnych seriali, a także skrzydełek z KFC (hot wings). Gdy wiadomość o ulubionym przysmaku przedostała się do mediów, dział marketingu sieci fast foodów przesłał Szymborskiej specjalny voucher, dzięki któremu w KFC mogła jeść się za darmo. Nigdy z niego nie skorzystała, zachowując go na pamiątkę.

 SIENKIEWICZ I REYMONT W JEDNYM SPALI DOMU...

...w Ozorkowie****, w hotelu rodziny Majewskich (obecnie jest to budynek przy pl. Jana Pawła II nr 17). Reymont zanim zdobył sławę i pieniądze, głównie dzięki "Chłopom" (których  pierwszą wersję zresztą spalił, a drugą pisał po części w kościele) imał się bardzo różnych zajęć:  był krawcem, kolejarzem, a nawet medium spirytystycznym. Swych sił próbował także jako aktor w wędrownej trupie teatralnej. I to właśnie z nią zawitał w 1885 roku do Ozorkowa, ale tego pobytu nie wspominał z nostalgią, bo w liście do siostry Katarzyny pisał: "(...) wyjeżdżając z Ozorkowa musiałem zostawić za 6 rubli długu za mieszkanie i życie wszystkie rzeczy, począwszy od spodni, co miałem od Franusia, skończywszy na bieliźnie." Podobno był fatalnym aktorem:  niewysokiego wzrostu, z kiepskim  głosem, jeszcze gorszym wzrokiem, a na domiar złego na scenie paraliżowała go trema.

Sienkiewicz w naszym mieście gościł kilkakrotnie (prawdopodobnie około roku 1875 i w latach 1907-1912). Był zapalonym myśliwym (choć jednocześnie należał do... Towarzystwa Opieki nad Zwierzętami) i chętnie polował w sokolnickich lasach: "Sienkiewicz czuł się w naszej beztroskiej i zgranej kompanii doskonale.(...) Strzelał celnie, mniej pewnych strzałów unikał" - tak umiejętności myśliwskie noblisty opisywał jeden z uczestników polowań. Sam Sienkiewicz chyba nie zachował zbyt ciepłych wspomnień z tego pobytu, skoro po jakimś czasie miał użyć porównania: "nuda jak w Ozorkowie". ***** Edward Herbst (zięć "króla bawełny" Karola Scheiblera) podarował autorowi "Krzyżaków", w dowód uznania dla jego talentu, modrzewiową willę znajdującą się w Sokolnikach przy ulicy Kwiatowej. Sienkiewicz jednak daru nie przyjął.

"Polski Odyseusz" przez całe życie miał kompleksy z powodu niskiego wzrostu. Nasz noblista mierzył zaledwie 154 cm. Nie bez powodu "małego rycerza" Michała Wołodyjowskiego, jedną z najważniejszych postaci Trylogii, uczynił pierwszą szablą Rzeczypospolitej. Na tym właśnie polega kompensacyjna moc literatury ("książki mogą być pociechą życia" - pisał w jednym z listów Sienkiewicz).

KTO CZYTA - NIE PYTA

Megalomania własnej narracji - mimo cytatów i parafraz - może prowadzić do nużącego nadmiaru, ale nie mogę na zakończenie odmówić sobie przyjemności dodania jeszcze kilku "tweetów": Oscar Wilde spacerował po Oksfordzie z homarem na smyczy, J. D. Salinger (autor powieści "Buszujący w zbożu") miał w zwyczaju pić... własny mocz, a Lew Tołstoj był wegetarianinem (słynne jest jego zdanie: Dopóki będą istniały rzeźnie, będą istniały i pola bitew).

Czytając biografie, wspomnienia, dzienniki, raptularze pamiętajmy, że "nie ma życiorysów,  są tylko rysy"...******

Jarosław Olczak

 

*Nadruk na koszulce z podobizną Mickiewicza, Słowackiego, Krasińskiego i Norwida, inspirowanej serialem „Czterej pancerni i pies” (nadwyraz.com).

**Kilka lat temu konflikt sprzed niemal dwustu lat odżył w Internecie. Zwolennicy Mickiewicza i Słowackiego, w imieniu wieszczów, obrzucali się inwektywami (przytaczam kilka, nadających się do cytowania, dissów: "Są nietoperze, są też gacki, są imbecyle, jest i Słowacki", „Na górze róże, na dole banan. Kto go prostuje? Mickiewicz Adam", „Juliusz. Poeta niby polski, a jednak Słowacki”). Tytuł tej części artykułu to jeden z  efektów sieciowego pojedynku.

***"Np. "Sen srebrny Salomei" rozszedł się w 1844 roku w zaledwie w 54 egzemplarzach, z czego tylko jeden sprzedano w Paryżu (autor zainkasował za niego trzy franki…. ). W tym czasie z procentów i z akcji uzyskał dochód w wysokości około 14 tysięcy franków (~ 42 tysiące euro).

****W Ozorkowie, w 1829r., mieszkał także poeta epoki romantyzmu Teofil Lenartowicz, jego ojczym otrzymał tutaj posadę eksaktora (poborcy podatkowego).

*****Sienkiewicz zbierał też w Ozorkowie materiały do swojej powieści  "Wiry" (wyd. 1910), niestety w utworze trudno doszukać się bezpośrednich związków z naszym miastem.

******Cytat z powieści Wita Szostaka "Szczelinami" (2022).

Podziękowania dla Pawła Jaszczaka za cenne uwagi i wskazówki.

 

BIBLIOGRAFIA

Iwona Kienzler, W oparach absyntu. Skandale Młodej Polski, Warszawa 2017.

Sławomir Koper, Alkohol i muzy. Wódka w życiu polskich artystów, Warszawa 2013.

Kamil Sipowicz, Encyklopedia polskiej psychodelii, Warszawa 2013.

Paweł Andrzej Górny, Ozorków. Miasto niepokorne, Ozorków 2020.

Stanisław Frątczak, Spacer po Ozorkowie - Trasa 6, "Wiadomości Ozorkowskie" nr 310/2015.

Maciej Świerczyński, Władysław Stanisław Reymont - Trudne dzieciństwo i rozwichrzona młodość [na:] http://archiwum.otwock.pl/gazeta/Lipiec_00/lipiec_6.htm.

https://niezlasztuka.net/o-sztuce/o-dawnej-kawie-kawiarkach-i-kawoszach-kawa-historia/.

https://www.wbp.wroc.pl/Boże Narodzenie wieszczów: pojedynek.

https://witkacy.eu/wp/eksperymenty-halucynacyjne-w-kulturze-i-sztuce-stanislaw-ignacy-witkiewicz-i-beat-generation.

Drukuj E-mail