ALE WKOŁO JEST WESOŁO[1]... CHOĆ CZASEM ŚMIECH W GARDLE GRZĘŹNIE, A ŁZA SIĘ W OKU KRĘCI.
O HUMORZE W LITERATURZE I DOWCIPIE W JĘZYKU

 

"Co jest najbardziej potrzebne człowiekowi do życia?
Powietrze, sen, pożywienie i... tak, zgadłeś! Śmiech!"
Tytus de Zoo

"Człowiek pomysłowy nigdy nie jest poważny".
Paul Valéry

 VENI, VIDI, RISI [2]

Rok 1327. We włoskim opactwie benedyktynów w tajemniczych okolicznościach umierają zakonnicy. Aby rozwikłać zagadkową śmierć mnichów do klasztoru - pod pretekstem wzięcia udziału w debacie na temat ubóstwa Jezusa  - przybywa franciszkanin Wilhelm z Baskerville (oczywista aluzja do detektywistycznej powieści Conan Doyle’a "Pies Baskerville’ów"). Towarzyszy mu austriacki nowicjusz, Adso z Melku. Śledztwo podjęte przez Wilhelma ujawnia, że przyczyną śmierci zakonników są zatrute karty księgi, którą jeden z mnichów uznał za bluźnierczą. Tą księgą jest rzekomo zaginiona druga część „Poetyki” Arystotelesa poświęcona komedii i filozofii humoru... (To, oczywiście, szkielet fabularny powieści Umberto Eco "Imię róży").

W sporze z Wilhelmem, ślepy Jorge z Burgos (to on okaże się geniuszem zbrodni) przekonany jest o zgubnej naturze śmiechu (Śmiech zabija strach, a bez strachu nie ma wiary, bez strachu przed diabłem nie ma potrzeby Boga) i używa argumentu, że Jezus nigdy się nie śmiał. Być może (Ewangelie o tym milczą), ale literacki Bóg - na pewno. Najczęściej szyderczo. Wystarczy przywołać topos "Deus ridens" (Bóg prześmiewca), np. u Kochanowskiego człowiek to "Boże igrzysko", "łątka" (marionetka).

Dlaczego się śmiejemy? Teoretycy komizmu twierdzą, że śmiech jest wywoływany przez dostrzeżenie czegoś, co jest niespój­ne, czyli narusza nasze przyzwyczajenia i sposób doświadczania świata. Znamienne, że filozoficznym fundamentem tej myśli są m.in. poglądy Arthura Schopenhauera, który twierdził, że humor jest wynikiem nagłego uświadomienia sobie niezgodności między koncepcją a percepcją, czyli między oczekiwaniami a rzeczywistością. Co w tym dziwnego? Ano to, że Schopenhauer (urodził się w Gdańsku) uznawany jest za największego pesymistę w dziejach filozofii (Rzut oka wystarczy, aby stwierdzić, że dwóch jest wrogów szczęścia ludzkiego: cierpienie i nuda). A w ostatnich latach stał się niespodziewanie gwiazdą social mediów, człowiekiem-memem. Internauci zasypali sieć żartobliwymi obrazkami o udrękach związanych z ludzką egzystencją, inspirowanych poglądami niemieckiego ponuraka, np. Widzę przed tobą świetlaną przyszłość. To chyba znicze. Te filozoficzne obrazkowe komunikaty - hieroglify XXI wieku - obowiązkowo zabarwione były czarnym humorem, niekiedy swym defetyzmem deklasując nawet ten okrutny żart:

Rozmowa córki z ojcem:
-Tato, co to jest czarny humor?
-Widzisz tego głuchego pana?
-Tak
-To idź i zaśpiewaj mu piosenkę.
-Ale tato, ja nie mam nóg!

schopen2

arthur.schopenhauer.memy

scop2

Zjawisko "memizacji" filozofii - w końcu człowiek współczesny to już nie "homo sapiens", ale "homo videns" - nie jest tylko polską specjalością. Kilka lat temu w Stanach Zjednoczonych na Twitterze (w 2023r. przemianowanym przez Elona Muska na X) popularne były fikcyjne hybrydowe konta celebrytów i ... filozofów właśnie. Na przykład profil "KimKierkegaardashian" kompilował idee XIX-wiecznego duńskiego egzystencjalisty Sørena Kierkegaarda z przemyśleniami amerykańskiej modelki Kim Kardashian. Równie "en vogue" był profil "Kantye West", czyli sklejka pogladów XVIII-wiecznego niemieckiego filozofa Immanuela Kanta (to ten od słynnego bon motu: Niebo gwiaździste nade mną i prawo moralne we mnie) z flowem rapera Kanye Westa (który zresztą już w 2010r. nawijał, że jest... czekoladowym Sokratesem). Oczywiście, magnesem były nazwiska Kardashian i Westa, a nie wzięci w jasyr kultury masowej Kierkegaard i Kant. Niektóre z tych "memowych sentencji" oferowały znośną dawkę humoru (bo takie zestawienie nie śniło się nawet filozofom!), ale - jak słusznie napisał Żeromski w "Syzyfowych pracach" - nie wszyscy możemy być filozofami, bo któż by świnie pasał?

  BÓG - HUMOR - OJCZYZNA

Niestety, literatura polska humoru nie ceni. "Kocha [ojczyznę] i cierpi katusze", a co najwyżej "lubi sielanki". Mickiewicz początkowo zamierzył "Pana Tadeusza" jako poemat heroikomiczny (parodię eposu), czego śladem może być rysunek niektórych postaci, bo np. Telimena jest posuniętą... (w latach, moi drodzy, w latach) MILF, która rwie facetów jak dojrzałe wiśnie, Hrabia to erotoman gawędziarz (Hrabia blondyn! blondyni nie są zbyt namiętni!), a Asesor ciągle naparza się z Rejentem o to, czyj kundel jest bardziej zajefajny. Ale w swym postanowieniu nie wytrwał, stopniowo nasycając poemat nostalgią i otaczając opieką paliatywną paryskich emigrantów, a wraz z nimi świat, który odchodzi do przeszłości (stąd wielokrotnie pojawiający się w tekście przymiotnik "ostatni"). Nawet Epilog (nie było go w pierwszym wydaniu) - oplatający pajęczyną rozpaczy soplicowską arkadię - nie zmienił faktu, że wieszcza za "Pana Tadeusza" zganiono, bo za... "lekki w tonie" (np. o epopei Mickiewicza tak pisał Norwid: słynny poemat narodowy polski, w którym jedyną poważną i serio figurą jest kto?... Żyd Jankiel. Zresztą [czyli: reszta]: awanturniki, facecjoniści, gawędziarze, pasibrzuchy, którzy jedzą, piją, grzyby zbierają i czekają, aż Francuzi przyjdą zrobić im ojczyznę...). Nie inny los spotkał Fredrę, którego skarcono za radosne "komedie temperamentów", powszechnie uznane za niegodne "sprawy narodowej". Jak to śmiać się, gdy ojczyzna w potrzebie... (a właściwie złożona do grobu - jak mawiali romantycy - po klęsce powstania listopadowego). Zresztą nastrój epoki udzielał się autorowi "Ślubów panieńskich", bo sam Fredro - na co dzień hipochondryk i furiat - napisał w  autobiografii: umysł więcej do smutnych dumań niż do pustej wesołości skłonny zyskał mi w rodzinie przydomek młodego staruszka.

Ten rys osobowościowy Fredry jest znamienny dla autorów, którzy zajmują się bawieniem innych - ich życie prywatne jest zaprzeczeniem twórczości. Wystarczy wspomnieć traumatyczne dzieciństwo Chaplina (nieprzypadkowo później twierdził, że "łzy znajdują się na dnie każdego komizmu") czy załamanie nerwowe i pobyt w szpitalu psychiatrycznym jego rywala, komika ery kina niemego - Bustera Keatona.

W rodzimej literaturze śmiech najczęściej jedynie łagodzi gorycz. Tak będzie np. u Prusa, który w "Lalce" okazuje się być wyrafinowanym humorystą, swobodnie żonglującym różnymi odcieniami komizmu. Jadowity sarkazm Szumana (rozmowa doktora z Wokulskim o miłości) studzi pogodnym dowcipem Rzeckiego (np. spór starego subiekta z Lisieckim o wyższości siwizny nad łysiną), a studenckie błazenady (sceny z sądu, gdy przed baronową Krzeszowską jeden z żaków odgrywa trupa) amortyzuje gorzką ironią (np. we fragmencie, gdy Ochocki ujawnia Szumanowi zamiar Izabeli Łęckiej wstąpienia do klasztoru).

Podobnie intelektualny wymiar ma humor Szymborskiej, która wykorzystuje schopenhauerowskie rozumienie komizmu i demaskuje sprzeczność między fantazjami kreowanymi w  wyobraźni a ich realną rekonstrukcją, posługując się przy tym poetyką paradoksu: humor to wielki smutek, który potrafi dostrzec rzeczy śmieszne ("Lektury nadobowiązkowe"). Olśniewającym lingwistycznym kalamburem, eksploatującym humor oparty na koncepcie, jest wiersz "Głos w sprawie pornografii" (1986), którego językowy stelaż stanowi polisemia, a składniowe spoiwo - finezyjny kolaż słowny: rozcinanie związków frazeologicznych i ich ponowne sklejanie w nieoczekiwany sposób (np. W czasie tych schadzek parzy się ledwie herbata albo łączą się w pary, trójkąty i koła). Wiersz należy oczywiście czytać "à rebours", bo jest on pochwałą wolność myśli (czyli intelektualnej pornografii), która w komunistycznym reżimie była naganna moralnie (myślenie miało "wykolejać" i "deprawować").

Przewrotny utwór Szymborskiej wpisuje się oczywiście w stereotyp epoki, bo w czasach PRL-u literatura i film, nie mogąc mówić wprost, maskowały się ironią, satyrą i groteską, często opisując absurdy rzeczywistości w konwencji surrealistycznego żartu. Na tym m.in. polegał fenomen komedii Stanisława Barei. Oglądając po latach skondensowany nonsens kultowego "Misia" czy serialu "Alternatywy 4" nie dziwimy się, że Polskę nazywano "najweselszym barakiem" w socjalistycznym bloku.

Po transformacji ustrojowej - zwłaszcza w kinie - aluzyjność została skanibalizowana przez dosłowność i wulgarność, a stężenie obciachu alarmująco wzrosło. W nurcie kultury popularnej zaczęły dominować rynsztokowe komedie (np. "Operacja koza", "Kac Wawa") i skecze kabaretowe,  przy których cringe'owy tekst z filmu "Sztos 2": Jak się facet sparzy na gorącej kobiecie, to dmucha zimne wydaje się szczytem subtelności.

  HISTORIA WESOŁA, A OGROMNIE PRZEZ TO SMUTNA [3]

O ile w czasach PRL-u bohaterowie błądzili w oparach absurdu codzienności, o tyle na przełomie wieków ostrze satyry skierowane zostało w niepohamowany konsumpcjonizm "nowego wspaniałego świata". Mówiąc tytułem, głośnej ćwierć wieku temu, sztuki Marka Ravenhilla aktywność człowieka została ograniczona do "shopping and fucking", a wszystko - niczym w II akcie "Kordiana" Słowackiego - stało się przedmiotem transakcji handlowej. Wyrafinowaną krytykę tego świata jednorazowego użytku, odnajdziemy w pracach grupy artystycznej Twożywo (zakończyła działalność w 2011r.) Na swoich - obecnych w przestrzeni publicznej - plakatach, billboardach, muralach, demonstrowała ona wrażliwość społeczną, którą można spuentować gorzką sentencją z powieści "Rumowiska" Wita Szostaka: Życie upływa na odpakowywaniu produktów i wyrzucaniu opakowań  (np. projekt "Siataniści" budzący skojarzenia z pracą ikony street artu Banksy'ego "Christ With Shopping Bags/Consumer Jesus").

twoywo

        Twożywo, Siataniści, 2009, www.twozywo.art.pl          

banksy consumer jesus

Banksy, Christ With Shopping Bags, 2004, www.banksy.co.uk

Humor wymaga nie tylko inteligencji, erudycji, ale także świadomości języka i właśnie ten element - obok niesztampowej grafiki - stanowi o wyjątkowości grupy Twożywo, która wykorzystując defrazeologizację, czyli zniekształcając utrwalone w tradycji języka połaczenia wyrazów (np. Prawdziwych przyjaciół poznaje się w supermarkecie) oraz inne eksperymenty lingwistyczne (np. kalambury: Arki ego w potopie popu czy gry słowne: Żyją w nienawiści, spoczywają w pokoju) ukazuje świat w entropii, "świat zepsuty".

Także współczesna literatura pozwala słowom plątać się na różowej kładce języka. Najgłośniejszym debiutem XXI wieku była powieść napisana przez 19-letnią maturzystkę Dorotę Masłowską. Jej "Wojna polsko-ruska pod flagą biało-czerwoną" (2002) to lingwistyczna symulacja rzeczywistości, ulepiona z młodzieżowego slangu dresiarzy, języka nacjonalistycznych ekstremistów, discopolowych rymowanek, feministycznego żargonu, reklamowych sloganów czy sztucznego dyskursu domorosłych biznesmenów. Ta stylistyczna mieszanka, produkt recyklingu słów,  wydobywała pokłady humoru tkwiące w języku (np. ostateczny krach systemu instalacji nerwowych; koniec z wkręcaniem ci tego chorego filmu i drożdżówka na drogę) do tego stopnia, że sam mógłbym powtórzyć za jedną z bohaterek Masłowskiej: Było to takie absurdalne, że zaczęło mi się podobać. A jak twierdził mistrz kina grozy Alfred Hitchcock: Absurdalność daje się wyrazić tylko za pomocą humoru.

Równie zadziwiająca bezczelnymi językowymi figlami jest twórczość Zyty Rudzkiej. U laureatki Nagrody Literackiej Nike 2023 składnia pulsuje słownymi łamigłówkami, w których głównie rozgrywane są antytezy, zeugmy i homonimy (np. Nie podpadam pod baby wersalki, co się szybko rozkładają). Autorka "Tkanek miękkich" dowcip ma cięty i język niewyparzony, dlatego raz po raz - "pardon le mot" - napierdala zdaniami-pociskami (tytuł powieści "Krótka wymiana ognia" można uznać za zgrabną metaforę tego stylu), a jej fraza - mimo że poddana obróbce skrawaniem (elipsy!) - pozostaje pełna językowych zadziorów: kolokwializmów, wulgaryzmów, anakolutów. Czasami Rudzka zbytnio się zgrywa (niczym serialowy aktor), ale można jej wybaczyć te narcystyczne szarże, skoro potafi oczarować taką - przypominającą aforyzmy S.J. Leca - myślą: Jak człowiek z ciężkim portfelem chodzi, to mu lżej albo parzącym intelekt aksjomatem: Drewniane rozmowy to żelazna konstrukcja małżeństwa. No i czytając jej powieści przekonujemy się, że "kiedy jest smutno, to niech będzie chociaż wesoło"...

W finałowej scenie filmu "Żywot Briana" grupy Monty Pythona, wiszący na krzyżach skazańcy każą nam szukać jasnej strony życia, radośnie śpiewając:

Bo życie ma coś z absurdu i zawsze kończy je śmierć.
Więc skłoń się, gdy opada kurtyna,
zapomnij o swych grzechach
i z uśmiechem do widowni wykrzyw się.

I my, scrollując media społecznościowe czy uprawiając "binge-watching", możemy zanucić "Always look on the bright side of life", ale najpewniej śmiech ugrzęźnie nam w gardle. Choć co najmniej od czasów Szekspira wiadomo, że "totus mundus agit histrionem"[4], to współczesny teatr świata ma w repertuarze tylko jeden gatunek sceniczny - czarną komedię.

 MÓJ WRÓG ZA-ŻARTY [5]

Mówiąc słowami książki Tomasza Titkowa dowcip to „łajdak o rozdwojonym języku, który tylko udaje głupka”. No właśnie - pozostańmy w tej poetyce - struga wariata, gdy na przykład skostniałe połączenia wyrazów reanimuje poprzez splatanie ich dosłownych i przenośnych znaczeń:

- Dlaczego zamykasz oczy podczas picia?
- Bo lekarz zabronił mi zaglądać do kieliszka.

Najbardziej czytelne dla odbiorcy są oczywiście dowcipy oparte na grach słownych, uwydatniających dwu- lub wieloznaczność wyrazów i ich podobieństwo brzmieniowe. Zasadę tworzenia takich żartów językowych wyłożył Tuwim w "Jarmarku rymów":

Szaleństwo zaczyna się dopiero przy deformowaniu słów, przestawianiu liter i sylab, tłamszeniu zgłosek i dźwięków oraz stosowaniu całego szeregu innych aktów okrucieństwa dla wyciągnięcia za włosy choćby cienia nędznego dowcipu.

Zjawisko polisemii użytkownicy języka intuicyjnie wychwycą nabijając się z "czerstwych dowcipów", niekiedy  tak infantylnych, że aż śmiesznych, np. Jaki jest ulubiony program kanibli? Surowi rodzice. W celu osiągnięcia efektu komizmu pomocne bywają także homografy (ta sama pisownia, różne znaczenie), np. Co potrafią najlepiej robić działacze UEFA? Organizować sobie Euro czy homofony (to samo brzmienie, różna pisownia), np. Jaka jest sukienka Miss Internetu? Skompa. Można również tak zakręcić językiem, aby wyczarować paronimy [6]:

Student do profesora: - Zabiłem osiem ćmów.
- Ciem.
- Kapciem.

Z kolei żartobliwe kontaminacje ("zmieszanie słów") prowadzą do powstawania neologizmów, będących źródłem dowcipów semantycznych, np. Co to jest, kiedy żona zmusza męża do sprzątania? Przejaw mopingu (mop + mobbing). Bywa, że ustalenie nowej treści wyrazu wymaga wysiłku intelektualnego, bo jest ona zupełnie zaskakująca, np w definicji słowa hitlerowiec - pies pasterski należy się dopatrzeć złożenia Hitler owiec.

Dużą frekwencję mają dowcipy wykorzystujące językowy kamuflaż, czyli eufemizację, stosowaną w celu zignorowania tabu i ukrycia obsceny bądź wulgaryzmu, np.:

Stoją dwa byki na łące. Gospodarz prowadzi do nich starą, brudną krowę. Jeden z byków mówi:
– Pałka, zapałka, dwa kije, kto się nie schowa, ten kryje!

albo:

Przychodzi facet do lekarza. Badając go, lekarz pyta:
- A te krzywe nogi to ma pan od małego?
- Nie, panie doktorze, od kolan!

Kalamburzyści dokonują niekiedy dysharmonii połączeń językowych, np. wykorzystując dywiz, czyli łącznik (Co mówi górnik, jak żegna się z kopalnią? Karbo-nara; karbon to węgiel), spację (Jak nazwać chowanie komuś łóżka? Wyra chowanie) czy zróżnicowanie wielkości liter (Jakie jest miejsce, gdzie zebra ma zakaz wstępu? ZebraNIE).

Albo... Albo dajmy już spokój tej wyliczance, bo wiadomo... z żartami, jak z solą...

 TEN SIĘ ŚMIEJE... KTO MA ZĘBY [7]

Amerykanie ponoć mawiają: "Świat jest kamerą, więc uśmiechaj się" (na co zjadliwie można replikować, że pewnie dlatego nawet w tragedii greckiej wypatrują happy endu), a Polacy? No coż... Co najwyżej "śmieją się jak głupi do sera". Uśmiechanie się bez ważnego powodu jest w naszej kulturze traktowane jako dowód braku inteligencji, wystarczy przywołać ludową mądrość: Poznasz głupiego po śmiechu jego. I nawet poeta usłużnie radzi, by zbytnio się nie chichrać:

Może byście jednak trochę
popłakali
zamiast szcerzyć zęby
Czesław Miłosz, Stary człowiek ogląda TV

Zygmunt Miłoszewski w powieści "Ziarno prawdy" pisze, że najbardziej polski wyraz to "żółć". Z dwóch powodów. Po pierwsze, składa się ono z samych znaków diakrytycznych charakterystycznych ekskluzywnie dla języka polskiego. Po drugie (...) oddaje pewien charakterystyczny nad Wisłą stan mentalno-psychiczny. Zgorzknienie, frustrację, drwinę (...), bycie na "nie" i ciągłe nieusatysfakcjonowanie.

Jeżeli więc nie chcemy, aby żółć nas zalała, wystrzegajmy się ludzi, którzy nigdy się nie śmieją. Są niepoważni! [8]

Jarosław Olczak

[1] Tytuł piosenki zespołu Perfect
[2] Przybyłem, zobaczyłem, uśmiałem się
[3] Cytat z "Wesela" Stanisława Wyspiańskiego
[4] Ze "Słownika racjonalnego" Hugona Steinhausa
[5] O paronimach pisałem w artykule http://lkh.zsz-ozorkow.org/jezyk-polski/81-madry-czlowiek-to-ten-ktory-rozwiaze-kazda-krzyzowke-i-szkarade-o-paronimach-czyli-wyrazach-po-mylonych
[6] "Cały świat gra komedię" - napis na frontonie Szekspirowskiego teatru „The Globe" w Londynie
[7] Tytuł powieści Zyty Rudzkiej
[8] Parafraza słów francuskiego humorysty Alphonse'a Allaisa

BIBLIOGRAFIA:

Katarzyna Burska, Bartłomiej Cieśla, Dowcip językowy a kicz (na podstawie audycji „Okruszymki” w Radiu Zet), Łódź 2016

Danuta Buttler, Polski dowcip językowy, Warszawa 1974

Maria Cieśla-Korytowska, W obronie humoru, "Ruch Literacki",  6 /2022 

Umberto Eco, Imię róży, przeł. A. Szymanowski, Warszawa 2020

Ryszard Koziołek, Wiele tytułów, Wołowiec 2019

Wojciech Ligęza, O poezji Wisławy Szymborskiej. Świat w stanie korekty, Kraków 2001

Dorota Masłowska, Wojna polsko-ruska pod flagą biało-czerwoną, Warszawa 2018

Czesław Miłosz, Wiersze ostatnie, Kraków 2006

Zygmunt Miłoszewski, Ziarno prawdy, Warszawa 2011

Zyta Rudzka, Ten się śmieje, kto ma zęby, Warszawa 2022

Zyta Rudzka, Tkanki miękkie, Warszawa 2020

Wit Szostak, Rumowiska, Warszawa 2023

Rafał Świątek, Z czego śmieją się Polacy, rp.pl

Tomasz Titkow, Dowcip – łajdak o rozdwojonym języku: rzecz o dowcipach, śmiechu i psychologii zorientowanej na proces Arnolda Mindella, Warszawa 1995

Julian Tuwim, Jarmark rymów, Warszawa 2008

Ryszard Wolff, Coś z Nietzschego, "Polityka" 44/2014

https://nonsa.pl/wiki/Pan_Tadeusz

https://nplp.pl/artykul/humor/

http://www.twozywo.art.pl/

https://zdaniemszota.pl/3462-recenzja-zyta-rudzka-tkanki-miekkie

 

 

Drukuj E-mail