BREJKAM WSZYSTKIE RULE[1]. O PIOSENKACH, POEZJI I HIP-HOPIE

 

"Muzyka to miłość w poszukiwaniu słowa"
Sidney Lanier
(XIX-wieczny muzyk i poeta)

 

 Uwaga! Tekst zawiera wulgaryzmy.

  KONIEC POEZJI WINIEN BYĆ NIEGRAMATYCZNY[2], BO... "TOUT FINI-IT PAR DES CHANSONS"[3]

I cóż po poecie w tak jałowym czasie? To rozpaczliwe pytanie nie odnosi się wbrew pozorom do naszego wieku rewolucji cyfrowej. Zadał je już w 1801r. niemiecki romantyk Friedrich Hölderlin. Po nim zgon poezji ogłaszano wielkokrotnie, a w roli grabarzy występowali m.in.: Norwid, Asnyk, Wojaczek, Różewicz. I Herbert, który w  "Prologu" zrezygnowany pytał:

Komu ja gram? Zamkniętym oknom
klamkom błyszczącym arogancko
fagotom deszczu – smutnym rynnom
szczurom co pośród śmieci tańczą…

Absurdalna rzeczywistość prowadzi do obezwładniającej samotności i poczucia bezsensu. A nawet do straceńczego gestu, jakim jest samobójcza śmierć. Ale - jak zauważa językoznawca Jerzy Bralczyk  - "dzisiaj poeta nie ma już powodu, żeby się zabijać, bo i tak nikt na to nie zwróci uwagi". I rzeczywiście, trudno spodziewać się, aby współczesną Europę zainfekowała nowa mutacja "gorączki werterycznej", co najwyżej tabloidy pochylą się przez chwilę nad Houellebecqiem (najpopularniejszym obecnie francuskim pisarzem), sensacyjnie informując, że chętnie jeździ na wieczory autorskie do Rosji, bo... lubi tamtejsze prostytutki.

Jednak nie zebraliśmy się tutaj by przybić klepsydrę śp. Pani Literatury i wypłakać się nad trumną poezji, bo wbrew powszechnemu przekonaniu, jak pisze "humanista sygnalista" Ryszard Koziołek:

Permanentny kontakt z literaturą dokonuje się dziś poprzez serial telewizyjny, film, piosenkę popularną i piśmiennictwo internetowe. Uprawiamy i czytamy epistolografię mailową, dramaturgię czatu, blogi konfesyjne i wiele innych gatunków, o których nie śniło się filologom.

Touché! Jeżeli przyjmiemy, że wyznacznikami literatury są narracja i metafora, fikcjonalność i obrazowość, a także uniwersalizowanie jednostkowych doświadczeń, to "lekturą" współczesnego człowieka jest serial (będący zresztą repliką XIX-wiecznej konwencji powieści w odcinkach) i piosenka, gdyż ludzie najchętniej "poddają się rozkazowi zapisanych na papierze dźwięków" (Miłosz). Wg statystyk opublikowanych przez serwis Spotify w 2023r., człowiek przeciętnie spędza na słuchaniu muzyki aż 961 godzin i 10 minut rocznie. I to właśnie "teksty akustyczne" zastępują nam tradycyjny kontakt z literaturą w postaci produktu będącego końcowym efektem wynalazku Gutenberga.

Polski raper Eldo w utworze "Książki" (z albumu "Człowiek, który chciał ukraść alfabet") wyjawia:

A ja? ślinię palce i przeglądam
Włączam oczy i pochłaniam
Litery, kropki, znaki zapytania

Zapewne mało kto uwierzy, ale literatura może być podnietą (najczęściej, niestety, tylko intelektualną), bo - wybierzmy kilka przykładów z tysięcy -  np. utwór "Wuthering Heights”, artystyczny debiut Kate Bush, został zainspirowany powieścią Emily Brontë „Wichrowe Wzgórza", Radiohead napisali „Banana Co.” pod wpływem "Stu lat samotności” Gabriela Garcíi Márqueza, a "2+2=5" - po lekturze ponadczasowej antyutopii George'a Orwella "Rok 1984". Ta sama powieść sprowokowała Davida Bowiego do skomponowania utworu wprost zdradzającego źródło inspiracji ("1984"). Nawet mało wiarygodna artystycznie Lana del Rey zdobyła się na użycie cytatów ze skandalizującej powieści Nabokova "Lolita" w piosence "Off To The Races". Na krajowym podwórku możemy wskazać utwór "Józef K." Pidżamy Porno, czyli oczywiste nawiązanie do "Procesu" Kafki, piosenkę zespołu Myslovitz "Myszy i ludzie", dla powstania której impulsem była powieść Johna Steinbecka, songi barda "Solidarności" Jacka Kaczmarskiego, chętnie sięgającego po polską klasykę (np. "Pan Wołodyjowski", "Lalka, czyli polski pozytywizm") czy piosenkę Maleńczuka, który tekst "Raskolnikowa" wywlókł ze "Zbrodni i kary" Dostojewskiego.

Ten ostatni - Maleńczuk, nie Dostojewski - w 2003 roku opublikował (zadedykowany Tadeuszowi Boyowi- Żeleńskiemu) poemat „Chamstwo w państwie” (otrzymał za niego  Śląski Wawrzyn Literacki). Lider Homo Twist uwierzytelnia tezę, że świat muzyki i literatury symbiotycznie się przenikają. Literaci próbują swych sił w muzyce, muzycy - w literaturze. Np. Paweł Sołtys, znany jako Pablopavo, jest autorem świetnego zbioru opowiadań "Mikrotyki"[4], za który zdobył Nagrodę Literacką im. Marka Nowakowskiego, Nagrodę Literacką Gdynia oraz został nominowany do Nagrody Literackiej Nike 2018, a raper Ten Typ Mes udanie zadebiutował kilka lat temu jako powieściopisarz książką "Dwa psy przeżyły".

Do muzyki trzeba mieć cierpliwość. Pisać może każdy - uprzedzał Andrzej Stasiuk w intelektualnej autobiografii  „Jak zostałem pisarzem". Mimo tej przestrogi swych sił w muzyce od lat próbuje m.in. Marcin Świetlicki (najbardziej znany poeta pokolenia "bruLionu", później także autor kryminałów), który jest autorem tekstów i głosem zespołu Świetliki. A sam Stasiuk jako wokalista występuje na płycie "Mickiewicz - Stasiuk - Haydamaky"; pisarz recytuje utwory wieszcza (głównie "Sonety krymskie").

Jeden z teoretyków kultury nazwał piosenkarzy - nie bez entuzjastycznej przesady - „jedynymi poetami oralnymi cywilizacji przemysłowej”. Inny podsunął myśl, że - i tę refleksję należy zachować dłużej w pamięci - raper to współczesny «minstrel – trubadur», który przy rytmicznym akompaniamencie opisuje za pomocą recytatywów wydarzenia własne bądź swojej «nowoplemiennej» grupy.

Zresztą piosenkę jako odrębny gatunek literacki usankcjonował sam Komitet Noblowski przyznając w 2016 roku nagrodę Bobowi Dylanowi za "tworzenie nowych form poetyckiej ekspresji w ramach wielkiej tradycji amerykańskiej pieśni". Sceptykom wątpiącym w słuszność tej decyzji mogę ironicznie odpowiedzieć słowami Poety (którymi daje pstryczek w nos Marynie) z "Wesela" Wyspiańskiego:

Widzę, że pani pamięta,
jaka komu etykieta
przylepiona i przypięta.

Tym prologiem wrzucam awizo z informacją, że piosenka, ten fenomen społeczno-kulturowy, to jednak literatura. Jedni powiedzą, że jedynie "pośrednia", inni złośliwie sprostują, że raczej "poślednia"... Wiemy, że poza sztuką nic nie zapewni pośmiertnej ciągłości pojedynczemu życiu i jego nieznaczącym drobiazgom (R. Koziołek). I to właśnie piosenka (song) jest zapisem potocznej filozofii codzienności z jej rekwizytami, humusem słodyczy wspomnień i goryczy przemijania. Jak poezja, w której słowa patrzą na siebie ze zdziwieniem.

 PEJA IMPROWIZUJE, A POPEK  PIEPRZY... MICKIEWICZA

Wykorzystywanie poezji jako tkanki tekstowej piosenki ma długą tradycję. Od Niemena brawurowo wykonującego "Bema pamięci żałobny rapsod" Norwida, aż po Sanah, która mamrocze, że "Nic dwa razy się nie zdarza", czym wprawia w konfuzję swoje słuchaczki, bo okazuje się, że autorką tekstu jest jakaś Szymborska, zresztą Wi(e)sława.

Oczywiście, bywało, że sami poeci wszywali w swój utwór miejsce na muzykę, np. Gałczyński pisząc dla Hanki Ordonówny "Buty szewca Szymona", Tuwim dostarczając słów do popularnych w czasie dwudziestolecia międzywojennego tang czy Ewa Lipska układając tekst jednego z największych przebojów Skaldów "Nie domykajmy drzwi".

XII-wiecznemu trubadurowi Folquetowi de Marseille przypisuje się powiedzenie, że "wiersz bez muzyki jest jak młyn bez wody". Niestety, ta myśl ożyła blisko tysiac lat później  i hasło "śpiewajmy poezję" stało się równie popularne jak ***** ***. O ile "Niepewność" Mickiewicza w wykonaniu Grechuty, czy "Wspomnienie" Tuwima śpiewane przez Niemena zachowują wdzięk lirycznej frazy, o tyle np. „Oda do młodości” w wykonaniu Popka przekona nawet niedowiarków, że muzyczne interpretacje poezji są tak potrzebne, jak - nie przymierzając - rybie ręcznik. Również Peja profanuje (czyli podobnie jak Popek "pieprzy") kanoniczny tekst wieszcza, rapując „Wielką improwizację”[5] i asekuracyjnie wplatając w tekst Mickiewicza refleksję, że jest to "spore wyzwanie".... (któremu zresztą nie podołał).

"Pleni się ta swawola jak wiatropylny chwast" można by powiedzieć słowami Szymborskiej. Muzycy tak się zaczytali w poezji, że przestały im wystarczać pojedyncze piosenki, zaczęły powstawać całe albumy. Wspomniana Sanah śpiewa "Poezyje" (m.in. Baczyńskiego, Słowackiego, Lechonia), zespół Pustki sięga po wiersze polskich poetów (np. Broniewkiego, Leśmiana, Wyspiańskiego) tworząc "Kalambury”, a płyta “Rymy częstochowskie” miała spopularyzować językiem muzyki twórczość polskich klasyków (Rej, Kochanowski). W 76. rocznicę wybuchu powstania warszawskiego zrealizowany został album „Astronomia Poety. Baczyński”. Muzycznych monografii doczekali się także Broniewski, Gajcy Wyspiański i Herbert. Z kolei projekt "Poeci" zawierał kolekcję liryków (np. Tuwima, Asnyka, Przerwy-Tetmajera) utrzymanych w konwencji hip-hopu. Jednym z najciekawszych momentów tej płyty był utwór "Niech nikt nad grobem mi nie płacze" Wyspiańskiego w interpretacji Sokoła, który okazuje się być ... praprawnukiem autora "Wesela". Sokół wspólnie z innym raperem Hadesem i Sampler Orchestrą nagrał także płytę „Różewicz. Interpretacje”. O wiele naturalniej jednak niż to "czytanie poezji" wypadają oryginalne wersy napisane przez Sokoła, który potrafi zarówno oddać zwątpienie i tęsknotę za tym, czego nie ma:

Latami latamy na nic
Nie znamy nieznanych krain
Czasami czas nas mami
I ogranicza nas do granic
Sokół, Latami

jak i błysnąć frazą, w której tli się troska  o Polskę:

I Ty stoisz pośrodku, ja mówię o realiach twoich
Biało-czerwoni jak rana, która goi się powoli z mentalności niewoli.
WWO, Polskie realia

Prapradziad Wyspiański mógłby być dumny.

Jak pisał Różewicz, "poezja współczesna to walka o oddech". Ale słuchając większości utworów "liryki śpiewanej, rapowanej, nuconej i mruczanej", nie mogę oddychać... Bynajmniej nie z wrażenia. Niepotrzebnie fetyszyzujemy i estetyzujemy doświadczanie tej odmiany literatury akustycznej, no bo skoro poezja... to "będąc wielką, nie może nie zachwycać nas, a więc zachwyca". A mnie, jak Gałkiewicza w "Ferdydurke", nie zachwyca. Bo poezja i muzyka to jednak nie siostry bliżniaczki, ale raczej Alina i Balladyna. "Ta ma pod rzęsą węgle — ta fijołki". Miłości między nimi nie będzie. Poezja śpiewana jest najczęściej nie do (wy)słuchania.

 GRAMATYKA DORASTANIA

Słowa to tatuaże. Czarny tusz we krwi rapował Hades. I po chwili dodawał: Nie kwestionuj potęgi słowa. Ale co tam jakiś Hades, podeprzyjmy się autorytetem amerykańskiego profesora lingwistyki Noama Chomsky'ego:

Język to nie tylko słowa. To kultura, tradycja, zjednoczenie wspólnoty, cała historia, która współtworzy daną spoleczność. Wszystko to jest zawarte w języku.

Trudno wskazać inny gatunek muzyczny, w którym słowo - mimo manifestowania stylistycznej arogancji - byłoby równie istotne, niż ... hip-hop, najważniejszy nurt postmodernistycznej sztuki popularnej (amerykańscy analitycy wykazali, że zasób słów, jakim posługuje się przeciętny raper, jest nawet o kilka tysięcy słów bogatszy od słownika gwiazdek popu). Oczywiście, zwolennicy minimalizacji wysiłku intelektualnego zakrzykną niczym Kaliban z Szekspirowskiej  "Burzy":

Cały zysk z waszej nauki języka,
Że umiem teraz przeklinać.

Otóż, nie! Kuratorzy piękna nie mają co prawda czego tutaj szukać, bo twórcy hiphopowi nie owijają w bawełnę, len czy jedwab, ale zrytmizowaną ekspresją słowną angażują słuchacza afektywnie i pozwalają mu zajrzeć za ciemną i brudną kotarę życia. Hip-hop eksponując skrajne emocje ("ukryty w mieście krzyk"), stał się głosem buntu przeciw spychaniu na lub poza społeczny margines i trafił do wyalienowanej młodzieży, zdolnej przyswoić sobie ten styl i żargon. Hiphopowe credo wykrzyczał Pezet w utworze „Na tym osiedlu”:

Dla nas rap jak największy skarb stał się bezcenny
To my niechciani, nielubiani i bezczelni…

"Jakie życie, taki rap" stwierdził kiedyś lakonicznie Łona. Dlatego "niegrzeczni z natury [którzy] noszą kaptury" (ponownie Pezet) początkowo malują monochromatyczny pejzaż ubogich dzielnic, miejską przestrzeń ograniczoną do osiedla i ławki. Codzienna monotonia łapana jest w sieć słów, a w tekstach pojawiają się  stałe elementy odtwarzające "zaklęte rewiry" (np. suszące się na balkonie pranie, siedzące przed blokiem sąsiadki, dzieciaki wałęsające się wokół osiedla). Raperzy zbierają miejskie ścinki i zapisują to, „co mówiły mury” (Tede, "Ja, mój walkman i mój notes").

Hiphopowe "widzę i opisuję" przypomina pozytywistyczne nowele i obrazki - małe formy prozatorskie popularne w literaturze drugiej połowy XIX wieku. Na przykład w piosence "Czerwona sukienka" Fisza nietrudno doszukać się powinowactw gatunkowych z konstrukcją klasycznej noweli z motywem sokoła (skojarzenie z "Kamizelką" Prusa samo się narzuca).

W katalogu motywów odnajdziemy wątek nieszczęśliwego dzieciństwa, stanowiący oś fabularną wielu tekstów (np. przejmujący utwór zespołu PRO8L3M "W domach z betonu"), nie jest to dzieciństwo "sielskie, anielskie", ale brutalne, bewzględne, odzierające z naiwności, marzeń i wrażliwości (podobnie jak w nowelach "Antek" czy "Janko Muzykant"). Pojawia się także sporadycznie bliska pozytywistom (postulat asymilacji Żydów) narracja dotyczącą antysemityzmu. Np. utwór "Echo" Łony opowiada o żydowskich mieszkańcach Szczecina przed marcem 1968 (kampanią antysemicką i masową emigracją Żydów z Polski).

Ale przede wszystkim raperzy budują konstrukcje oparte na kontraście, sięgając po stały repertuar tematów: bieda, bezrobocie, przestępczość, brak perspektyw, znieczulica społeczna, krytyka miejskich arywistów, zakłamana moralność, niszcząca wartości siła pieniądza. „Życiowy parkiet bywa śliski” (WWO), a wiadomo, że raperzy w tańcu się nie ... Dlatego artystycznym manifestem pierwszego pokolenia "młodych gniewnych" fanów hip-hopu mógłby być refren:

Nie wszystko można kupić, bo nie wszystko ma cenę
Wiem o czym mówię, nie jestem, kurwa, biznesmenem
DJ 600V, Nie jestem, kurwa, biznesmenem

Społeczną ropiejącą ranę można przeciąć tylko ostrą brzytwą słów, stąd w tych utworach nadekspresyjny język: augumentativa, wulgaryzmy, kolokwializmy, hiperbole, antytezy oraz onomatopeje, które „robią najwięcej hałasu w języku”. W obrazowaniu przytłacza naturalizm, turpizm i weryzm, no bo, jak inaczej, skoro - bez filtrów z Instagrama - "brzydki jest ten świat".

I podobnie jak młodzi pozytywiści, także hiphopowcy stojąc po kolana w parującym "miejskm bagnie" (tytuł utworu Molesty Ewenement), grzęzną w narracyjnych i językowych schematach. To, co początkowo robiło wrażnie, z czasem stało się tak wyeksploatowane, że zaczęło przypominać wzór wyblakły po wielu praniach. Dlatego raperzy próbują wyrwać się z zardzewiałych społecznych zawiasów egzystencji i podążają w stronę refleksji. Rejestrowanie codzienności zastępują spojrzeniem w siebie, obok storytellingu pojawia się zaduma, a zamiast trzeciej osoby czasownika - pierwsza. Jak w utworze Fisza "Sznurowadła":

Zostałem sam jak stoję z rozsznurowanymi butami
Mam pełen słoik słonych wspomnień o Tobie o Tobie.

W pięknej i mądrej powieści "Widnokrąg" nestor polskiej prozy, Wiesław Myśliwski, napisał, że ”słowa rosną dopiero w człowieku razem z nim. Wytapiają się jak z rudy z jego trosk, udręk, cierpień, łez". Tak właśnie dorastał hip-hop.

 SEMANTYCZNY PAGANINI ŁĄCZY STO TYSIĘCY LITER[6]

Rym największa dzisiejszych wierszów jest ozdoba.
Nie wiem, czy się wiersz komu bez rymów podoba.

Nie, to nie współczesny raper, ale tak pisał oświeceniowy publicysta Franciszek Ksawery  Dmochowski w poemacie dydaktycznym "Sztuka rymotwórcza" (1788). Narzucającą się cechą języka hip-hopu jest właśnie rym (najczęściej gramatyczny, wiążący te same części mowy). Pozwala on podporządkować słowom rytm i melodię. ("Utwór słowno-muzyczny jest rozmową rytmiczną pomiędzy tekstem a podkładem" – tłumaczy Łona). Nie darmo zresztą twórcy hiphopowi nazywają swoje utwory rymami, a nie tekstami czy wierszami. Przykładem swobodnego parowania słów jest "Gruby czarny kot" zespołu Kaliber 44. Odnajdziemy tam zarówno rymy zewnętrzne, jak i wewnętrzne (w tym potrójne), a także asonanse (powtórzenie jednakowych samogłosek w wyrazach zajmujących to samo miejsce w ramach wersu):

Więc spoglądasz w repertuar, sprawdzasz co jest grane
A tam kot, gruby i czarny, o kurwa, przejebane
A na domiar złego, premiera w piątek trzynastego
Sekstyl Marsa z Saturnem, nabyć trumnę a może urnę?
Spisać w testamentach w imię Ojca, Syna, Ducha, amen
Ostatnia krew, blef, logice wbrew
Czujesz krwi zew, kot znów czyha jak lew.

Skąd zamiłowanie raperów do rymowania? Ludzki mózg, słysząc mowę, potrafi zapamiętać zbitkę sylab trwającą ok. 3 sekundy (tyle średnio trwa jeden wers utworu hiphopowego), a konotuje ją właśnie dzięki "wierszowaniu-rymowaniu". Jest to tzw. pętla fonologiczna, będąca funkcją pamięci roboczej.

Rytmizacji tekstu służy także stara - znana już autorom ksiąg biblijnych - sztuczka stylistyczna, czyli paralelizm składniowy, sznur wersów o  podobnej budowie:

Mama - to słowo winienem rapować klęcząc
Mama - bo nigdy nie zdołam ci się odwdzięczyć
Siostra - niesie sztandar niezależności
Siostra - niech ktoś tylko nadepnie ci na odcisk to
Brat - razem ze mną chwyci co pod ręką
Brat - z braku ojca to był mój mentor.
Ten Typ Mes, Otwarcie

W szufladzie z napisem "Jak mówić rytmicznie?" raperzy często wygrzebują aliteracje (powtórzenie w celach ekspresywnych tej samej głoski na początku kolejnych wersów), anafory (powtórzenie tego samego słowa lub zwrotu na początku kolejnych wersów), anastrofy (powtórzenie w kolejnych wersach wyrazów w odwróconym porządku) czy epanalepsy (powtórzenie na końcu wersu wyrazu, który znajduje się na jego początku).

Rozkminką na temat estetycznej wartości słowa (które brzydkie, a które ładne?) jest utwór "Konkubinat" głosu pokolenia Z - Maty, którego wsparł swym autorytetem prof. Jerzy Bralczyk (zna na pamięć "Pana Tadeusza") puentujący wyliczankę:

Kobyła, kopyto, pieniążki, machlojkiKonglomeracja, konkubinat, język świat (co za pojebana akcja)

posłowiem: "W zależności od artykulacji szereg dźwięków [język] może być atrakcyjny lub nie". Toteż raperzy dążą do dźwiękowego zharmonizowania tekstu, kumulując zbieżne fonetycznie głoski i uzyskujac tym efekt eufonii.

Preferowanym polem gry twórców hip-hopu jest przestrzeń języka. Dlatego wprowadzają zabawy słowem, zagospodarowują zjawisko homonimii np. toniemy|to nie my (Paktofonika, "ToNieMy") czy paranomazji (figura retoryczna będąca zestawieniem podobnie brzmiących słów), np.:

Jestem stylu prze...
...gubem jak guma, Ikarusa[7]
Czule zarzucamy wami jak szus do szusa
Puszyście se, szusujemy na szosach sosu be...
...szamelowego cytrusa
L.U.C., O karuzeli życia i puszystym sosie szusów

Nieźle nawinięte, prawda? W powyższym utworze słychać jak ważną rolę w hip-hopie odgrywa prozodia (akcent, intonacja i rytm), jest ona emfatyczną sprężyną, pozwalającą na oddychanie tekstu w rytmie serca. A mówiąc bez metafor, dzięki niej można modyfikować i emocje, i znaczenie słów.

Tekst hiphopowy często przypomina pajęczą sieć (albo klocki lego), a rymy i asonanse spajają poszczególne nitki, będące swobodną grą skojarzeń, bo w jednym tekście możemy odnaleźć Kanta, Freuda, Nietzschego, Religę, Sancho Pansę i Kwaśniewskiego. "Mało? To dopchaj tak ażeby aż się wylewało" (Paktofonika, "Wielka gra"). Raper, niczym pająk, chce omotać słuchacza ilością aluzji i sprawdzić jego czujność, jak np. Kaliber 44, który testuje swoich fanów ze znajomości utworów Mickiewicza:

Słuchaj głosu serca tym lepiej im prędzejBo to jest ważne, ważne, co jest w każdymLecz głębokoNie potrzebne tutaj jest szkiełko i oko
Kaliber 44, Wena

albo

Hip-hop jak lawa z wierzchu twarda i plugawa
Lecz wewnętrznego ognia i sto lat nie wyziębi.
Kaliber 44, Abradababra

Pajęczyna powiązań to nic innego, jak intertekstualność (obecność jednego tekstu w drugim), znana doskonale literaturze XX wieku. Przecież nawet babranie się w rynsztoku nie wyklucza oczytania... Te napomknięcia - owszem, niekiedy mają jedynie charakter retorycznego efekciarstwa - weryfikują nie tylko erudycję odbiorcy, ale także jego poczucie humoru, jak we wspomnianym utworze Paktofoniki ("Freud to niedojda/Jak Nietzsche nie przeczę ja z nimi się policzę") albo w "Zgniłym wilku" Klocucha, który w komiczny sposób dissuje grę "Wiedźmin", opartą na cyklu książek Sapkowskiego:

Szukam konia, suche wargi mam już od gwizdania,
Chciałem szybciej dojść do znaku zapytania,
On ucieka gdzieś na drzewo, pływa w rzece, weź go goń,
Zamiast mi pomagać to mnie wkurza, nie wytrzymam, co za durny koń.

Wielbiciele stereotypów zapewne z politowaniem westchną, gdy podsunę myśl, że troską artystów hiphopowych jest dbanie o heterogeniczość, czystość i poprawność języka polskiego. (Nieporadności językowe usprawiedliwia Mata: "Waga błędów się zmniejsza/O ile pływają w bicie").

Absolutnie bezwzględny, cyniczny drań
Ewidentny fatalista, gargantuiczny hultaj
Indywiduum, jegomość, kreatura lubieżna, łobuz
Maskujący niewinność, oszczerca, potwór
Rekieter, sadysta, tyran, uzurpator
Wiecznie zuchwały, żarliwy esteta, narrator.

Utwór Eldo "Ojczysty" (zrealizowany w ramach kampanii Narodowego Centrum Kultury Ojczysty – dodaj do ulubionych) to nie infantylna wyliczanka, ale właśnie świadectwo zróżnicowania stylistycznego polszczyzny, patchwork uszyty z różnych języków polskich.

Początkowo raperzy zachłysnęli się anglicyzmami, ale czujnie dostrzegli w tym lingwistyczną pułapkę, a ich rozterki zwerbalizował Magik gościnnie rapujący w numerze grupy Wzgórze YAPA3: Język obcy obciąć czas na gilotynie, o, nie trafiam.

W obronie poprawnej polszczyzny stanął także Łona utworem "Ą, ę", będącym wołaniem o "zaniechanie językowego niechlujstwa” i olewania polskich znaków diakrytycznych. Szczeciński raper daje ekwilibrystyczny popis rymowania i kończy utwór apelem:

Wiec mam do Ciebie malutenka prosba
Badz czlowiekiem laskawym tak
I od czasu do czasu wcisnij prawy alt

Łona jest niewątpliwie bystrym i obdarzonym słuchem językowym obserwatorem rzeczywistości, wyczulonym na naruszanie zasad poprawnej polszczyzny, dlatego w utworze noszącym ironiczny tytuł "To nic nie znaczy" punktuje najczęstsze błędy popełniane przez Polaków:

Następnie słyszę taki strumień
Że "w dwutysięcznym jedenastym padł
Najbardziej przekonywujący argument
I że zwłaszcza drugi maj dał asumpt
I że to wyłancza wszelkie dyskusje
W tym okresie czasu
I że to w cudzysłowiu killer.

Twórcy hip-hopu, jak już zresztą pisałem, modelują tworzywo, jakim jest język w intrygujący, kreatywny i nierzadko zabawny sposób, poszerzając spektrum polszczyzny o rejestry wcześniej nieznane i dając jej leksykalną świeżość[8] (jednym z moich ulubionych neologizmów są "skary", czyli...  skarpety).

O promieniowaniu tego slangu świadczy choćby fakt, że Dorota Masłowska swoją drugą książkę, będącą jadowitą diagnozą społeczeństwa, „Paw królowej" napisała w rytmie hip-hopu (otrzymała za nią w 2006r. Nagrodę Literacką Nike):

Przez brudne świateł ulicznych rzężenie, fabryk ryk, szklany latarni syk, różne bełkoty codzienne przebija się nagle na powierzchnię policyjnej wycie apokaliptyczne syreny, Boże Bożuniu, co to się teraz dzieje?
Dorota Masłowska, Paw królowej

ŁONA TAŃCZY DLA MNIE

Wspomniany już kilkakrotnie Adam "Łona" Zieliński (ten dziwaczny pseudonim powstał przez zastosowanie fonetycznego zapisu angielskiego słowa "wanna"; szczeciński raper jest z wykształcenia prawnikiem, ekspertem prawa własności intelektualnej) to najciekawszy "lingwista" w polskim hip-hopie. Przez niektórych posądzany jest nawet o bycie poetą, sam nazywa siebie "szarym rzemieślnikiem słowa" i "więźniem konwencji".

Łona przeprojektowuje model utworu raperskiego, sięga po sarkazmu, ironię i pastisz, ale bez osuwania się w otchłań karykatury i paszkwilu (bo jak podpowiadał Krasicki: "żart zbawienny, kiedy szczypie, a nie kąsa"). Rzuca wyzwanie inteligencji odbiorcy i wytrąca go z myślowych schematów, eksponując gry słowne i intertekstualne aluzje (np. refren "Do ciebie, Aniu, szłem" pożycza od Kabaretu Starszych Panów). Czasami śmieszkuje z narodowych przywar (np. ciągłego "gdybania" - gdzie tak pięknie potrafią przypuszczać?), uprawia sowizdrzalską publicystykę, diagnozuje bolączki społeczne i niczym oświeceniowi edukatorzy "bawiąc - uczy". Unika przy tym natrętnego dydaktyzmu, za to jedną frazą potrafi scharakteryzować "rodaków profil", gdy wskazuje, że żyjemy w "kraju pragmatyków ze skłonnością do filozofii".

Ma także słabość do wyliczeń, dialogów i personifikacji (np. w utworze "Doklej plakat" czule wpatrują się w siebie postery amerykańskiej raperki Azealii Banks i Witolda Gombrowicza, nawiązując platoniczny romans). No i jak nikt inny potrafi ożenić styl wysoki z niskim, a łacinę z... "łaciną": Ten hałas, co bezsprzecznie jeszcze umie przykurwić/Choć już mniej orbi, już bardziej urbi.

Wirtuozerskim popisem Łony jest utwór „Hańba, barbarzyńcy”, w którym (prawie) każdy wyraz rozpoczyna ostatnią sylabą poprzedniego słowa:

Aha, hańba, barbarzyńco, co, coby było łomotliwie
Wieszczysz czyszczenie nie dwóch uchybień
Jeńca capną pnącza czarne neoenendeka
Dekady dysputu trąci cicho choróbska kaleka lekarzy.

Gra prozodią, zwracając uwagę słuchacza na to, że gdy „rusza się akcent”, to zmienia się znaczenie słów: „Co tam, mordo, jak leci? A, pomału / Od karnawału do karnawału” (homonimiczna gra wyrazami: „Karnawał” i „Kar nawał”).

W utworze o narodowej fascynacji trybem przypuszczajacym ("Gdzie tak pięknie") wykorzystuje frapująco defrazeologizację, tworząc takie perełki (raper powie: "punchliny"), jak:

- Cały mój kraj zamknięty w „gdyby";

- Rodacy rozgdybani jak dziadowski bicz;

- Gdzie dwóch Polaków trzy poglądy a włos jeden/I dzielą go na cztery pięć sześć siedem,

a w "To nic nie znaczy" skręca składniowe neologizmy np. "wolne chwile zaczytuje Mrożkiem".

Nic dziwnego, że w 2017 roku Rada Języka Polskiego uhonorowała artystę tytułem „Młody Ambasador Polszczyzny”, a w 2023 został nominowany do Paszportów "Polityki" zarówno za "satyryczne zacięcie i zmysł obserwacji",  jak i - "mistrzowskie czucie języka".

Jego ostatnia płyta - nagrana z muzykami jazzowego zespołu Siema Ziemia: Krupą i Koniecznym - "Taxi" to album koncepcyjny, w którym - jak napisał jeden z krytyków - „w szybie taksówki odbiły się wszystkie nasze bolączki”. Po raz kolejny Łona daje się poznać jako mistrz storytellingu, precyzyjnie spinający słowa w literackie obrazy i łebski komentator rzeczywistości. Jego utwory przypominają gobelin (tego porównania użył sam autor), na który składają się scenki rodzajowe (świetny numer "Kolęda" o pracy seksworkerki i powierzchowności ocen), gorzkie refleksje, humoreski, aluzje do filmów i seriali ("Zmiennicy" Barei, "Taksówkarz" Scorsese), kryptocytaty i follow-upy (nawiązania do wersów stworzonych przez innych raperów). Warto zabrać się na tę - intrygującą muzycznie i językowo - przejażdżkę, bo u Łony nawet taryfiarz "feminatywem lubi błysnąć rzadkim".

 KTO ZGADNIE, NO KTO?

Na zakończenie zagadka. Który z "raperów" tak splata słowa w warkocze?

Zieje pustynią zeszklały wzrok,
W otchłań zapada każdy ich krok,
W ultra-kolorach, w meta ubiorach
Łażą rozwlekle przez cały rok.

Nie, nie zgadliście. To fragment wiersza Tuwima "Znów to szuranie...". Prawda, że ma hiphopowy sznyt i flow? Bo Tuwim - parafrazując słowa Nosa z "Wesela" Wyspiańskiego - gdyby jeszcze żył, toby raperem był...[9]

Jarosław Olczak

 

[1] Tytuł piosenki zespołu Świetliki z płyty "Perły przed wieprze" (1999)

[2] Cytat z wiersza Rafała Wojaczka "Koniec poezji"

[3] "Wszystko kończy się piosenką". Ostatnie słowa "Wesela Figara" Pierre'a Beaumarchais

[4] Moja recenzja zbioru opowiadań "Mikrotyki": http://lkh.zsz-ozorkow.org/jezyk-polski/79-mikrotyki-pawla-soltysa-recenzja

[5] Utwór Peji promował książkę Tomasza Kukołowicza „Raperzy kontra filomaci"

[6] Tak rapuje o sobie Eldo w numerze "Więcej"

[7] Ten Typ Mes z okazji zakończenia pracy ostatniego autobusu marki Ikarus w Warszawie nagrał utwór "Ikarusałka"

[8] Już w 2007r. pojawił się ""Hip hop. Słownik" zawierający ponad 600 wyrazów i związków frazeologicznych

[9] Dlaczego? O tym w następnym artykule.

 

BIBLIOGRAFIA

Adrianna Chorąży, O hiphopowej intertekstualności jako rozmowie. Rap i popkultura: follow-upy i hashtagi, "Teksty Drugie" 5/2017

Zbigniew Herbert, Wiersze zebrane, Kraków 2008

Ryszard Koziołek, Czytać, dużo czytać, Wołowiec 2023

Ryszard Koziołek, Wiele tytułów, Wołowiec 2019

Arkadiusz Mastalski, Poetyka tekstu hiphopowego a aktualizacja systemu prozodyjnego, Kraków 2011

Krzysztof Sawicki, Młodzieżowa kultura hip-hopu jako tekst wielokulturowy, „Ars inter Culturas”  2/2013

Richard Schusterman, Estetyka pragmatyczna. Żywe piękno i refleksja nad sztuką, przeł. Adam Chmielewski,  Wrocław 1998

Paweł Tański, Piosenki – „poezja oralna cywilizacji przemysłowej”,  "Przegląd Kulturoznawczy" nr 1/2022

Dominika Węcławek, Marcin Flint, Tomasz Kleyff, Andrzej Cała, Kamil Jaczyński, Antologia polskiego rapu, Warszawa 2014

W kręgu języka i kultury, pod redakcją Marzeny Marczewskiej i Hanny Mijas, Kielce 2020

Jan Błaszczak, Między słowem a podkładem,  [na:] https://www.tygodnikpowszechny.pl/miedzy-slowem-a-podkladem-158828

Bartek Chaciński, Rapowe nowe słowa w starym roku, [na:] https://polifonia.blog.polityka.pl/2019/12/16/rapowe-nowe-slowa-w-starym-roku/?nocheck=1

 

 

Drukuj E-mail